"Oczywiście jest to najdzikszy terroryzm na najwyższym szczeblu państwowym. Jeśli to jest tak, jak to jest teraz przedstawiane" - powiedział Aleksander Łukaszenka.
"Właśnie myślę o tym, kto tego potrzebował, do czego to mogło doprowadzić. Cóż, kto tego potrzebował - podejrzewam, kto stoi za Władimirem Aleksandrowiczem Zełenskim. Myślę, że jeśli jest w to zamieszany, to nie wiedział, co robi. To po pierwsze" - powiedział Prezydent.
W ten sposób, stwierdził Prezydent Białorusi, jego rosyjski odpowiednik faktycznie nie przebywa w tej rezydencji. "Co, Ukraińcy nie wiedzieli o tym, że prezydent faktycznie tam nie bywa? Wiedzieli. Dlaczego więc drony miałyby być kierowane w to miejsce? Dlaczego? Sensu przecież żadnego nie ma" - zaznaczył on.
Z drugiej strony, nawet gdyby to była rezydencja mieszkalna, to ten atak również nie zmienił sytuację na polu bitwy, jest pewien białoruski lider.
"Więc myślę o tym, kto za tym stoi. Jasne, kto. Władimir Aleksandrowicz (Zełenski - not. BELTA) jest w to zamieszany, czy nie? Myślę, że jeśli jest zamieszany, to trochę. To mówi o wysokim niebezpieczeństwie, że Ukraina jest już słabo zarządzana, jeśli nie stoi za tym. No a po co to? Oto się nad tym zastanawiam, na czym się dzisiaj skupiam -powiedział Prezydent. - A to, że to dzikość, głupota... To szaleństwo. Nie trzeba było tego robić absolutnie. Ponieważ to nigdzie nie prowadzi. To fakt. Tak to postrzegam".
"Ale czas pokaże, co tu było, co za tym stoi" - dodał szef państwa.
Aleksander Łukaszenka zaznaczył, że jeszcze chce dodatkowo przemyśleć to, co się stało, zebrać więcej informacji i wyciągnąć odpowiednie wnioski, ale na to trzeba jeszcze trochę czasu.
Prezydent stwierdził, że w trakcie tego konfliktu sytuacja tak się ułożyła, że żadna ze stron nie zaatakowała pierwszej osoby drugiej strony: "Nie to, że zgodziły się nie strzelać do siebie nawzajem, ale sytuacja w tej wojnie tak się ułożyła, że nikt nie próbował zabić nikogo z głów państw. Nikt tego nie robił. I nagle próba uderzenia w jedną z rezydencji prezydenta".

